Analizy · Dostęp do zawodu
Cięcie limitów na medycynę: Polska już raz to zrobiła
Ostatnia aktualizacja:
Spór o to, czy Polska kształci za dużo lekarzy, nie jest hipotetyczny — i nie jest nowy. Ten eksperyment już u nas przeprowadzono. Nabór na medycynę spadł z ponad 6000 miejsc w 1987 r. do 2090 w 2003 r., a poziom sprzed cięcia odzyskaliśmy dopiero teraz — po 38 latach. Wyrwa jest policzalna w rejestrze izby lekarskiej: lekarzy w wieku 46–50 lat jest o 27% mniej niż tych o dekadę starszych. To samo zrobiły Portugalia (nabór w dół o trzy czwarte) i Francja (o ponad połowę) — obie z powodów, które brzmiały rozsądnie, i żadna z powodu potrzeb zdrowotnych. Dziś proponuje się, żeby ciąć po raz drugi.
Cztery liczby, które ustawiają temat#
1. Co dokładnie leży na polskim stole#
W czerwcu 2024 r. zespół ekspercki Naczelnej Izby Lekarskiej — nie sama Rada — opublikował analizę pod tytułem „Polska na drodze do marnowania miliarda złotych rocznie na kształcenie nadmiarowych lekarzy”. Opiera się na modelu kadrowym o horyzoncie 25 lat, do 2048 r.: zapotrzebowanie oszacowano na ok. 5,14 lekarza na 1000 mieszkańców, a przy utrzymaniu obecnych limitów doszlibyśmy do 6,3 — ok. 20% ponad potrzebę, co wyceniono na do 15 mld zł w całym okresie prognozy. Zespół przedstawił trzy warianty i nie wskazał, który rekomenduje:
- Wariant A. Utrzymać 7797 miejsc, a od 2027 r. „obciąć liczbę miejsc skokowo o niemal połowę, do ~4100 miejsc rocznie”.
- Wariant B. „Stopniowo zmniejszać liczbę miejsc co roku o ok. 9%” — do około 4200 miejsc rocznie.
- Wariant C. Zmniejszyć limit „o 1500 już od 2024 roku” (do ~6300), a potem „zmniejszać liczbę miejsc o 4% każdego roku od 2026 do 2034”.
Dwie rzeczy trzeba tu powiedzieć precyzyjnie, bo w obiegu funkcjonują przekręcone. Po pierwsze: 7797 to nie jest dzisiejszy limit — to suma miejsc w języku polskim z projektu rozporządzenia na rok 2024/25, czyli liczba aktualna wiosną 2024 r., gdy powstawała analiza. Dziś limit na kierunku lekarskim, razem ze studiami niestacjonarnymi i obcojęzycznymi, wynosi 10 504. Po drugie: krąży teza, że izbie chodzi o obronę stawek. W analizie nie ma o wynagrodzeniach ani słowa — sprawdziliśmy w źródle. Motyw płacowy przypisują izbie publicyści; to zarzut, nie ustalenie, i tak go tu podajemy.
Szersze tło jest zgodne z tezą NIL — wejście do zawodu rzeczywiście mocno poszerzono:
Limit łączny (stacjonarne + niestacjonarne + obcojęzyczne) z rozporządzeń Ministra Zdrowia; wartości finalne, po nowelizacjach. Uwaga na definicję: limit ≠ przyjęci ≠ absolwenci — z tych miejsc ok. 1,9 tys. to studia obcojęzyczne, po których w Polsce zostaje mniej niż 1% absolwentów.
Ministerstwo Zdrowia liczy inaczej, a dochodzi do podobnego wniosku: limity na I rok wzrosły o 239% w latach 2005–2023, liczba absolwentów narodowości polskiej z 3695 (2019/20) do 4755 (2023/24), a „podaż liczby lekarzy przewyższy zapotrzebowanie do 2034”. Konkluzja resortu z 7 listopada 2025 r. brzmi:
„Wyzwaniem dla ochrony zdrowia na przyszłość nie będą więc braki kadrowe wśród lekarzy.”
Ministerstwo Zdrowia, 7.11.2025
Spór nie przebiega więc między „izbą chcącą ciąć” a „państwem chcącym kształcić”. Obie strony mówią to samo. Różni je co innego — i to jest różnica, która powinna interesować obywatela. Ministerstwo swój model pokazuje: model popytowo-podażowy lekarzy to ośmiostronicowy, publicznie dostępny raport z definicjami, wskazanymi źródłami danych (rejestr NIL, NFZ, ZUS, GUS), rozbiciem na podaż i popyt oraz analizą scenariuszową. Analiza NIL opublikowanej metodologii nie ma — jest artykułem na stronie izby, bez pliku, bez danych, bez sposobu odtworzenia rachunku. A to właśnie ona niesie liczbę „4100”.
2. Portugalia: cięcie o trzy czwarte i 21 lat powrotu#
Portugalski numerus clausus na medycynie wprowadzono w latach 70., uzasadniając go jakością kształcenia i brakiem wykwalifikowanej kadry dydaktycznej — argumentem, który dziś słyszymy w Polsce. Potem limit spadał przez kilkanaście lat.
Szereg za EDULOG, „Há falta de médicos em Portugal?” („Czy w Portugalii brakuje lekarzy?”, 2018): „o numerus clausus global em Medicina era de 805 vagas […] com um mínimo de 190 em 1986” (globalny numerus clausus na medycynie wynosił 805 miejsc […] z minimum 190 w 1986 r.); w 1999/00 nabór stanowił „apenas 70%” — zaledwie 70% — poziomu z 1979 r. Dzisiejsze 1656 miejsc na 2026/27 dotyczy konkursu krajowego (DGES, 16.02.2026) — to inny tryb niż limit globalny, więc nie zestawiamy tych liczb na jednym wykresie.
Co z tego wynikło — konkretnie:
- Dziura pokoleniowa w kadrze. Studium Uniwersytetu w Coimbrze dla portugalskiej izby lekarskiej nazywa ją „hiato geracional” — luką pokoleniową: rocznik 40–49 lat to tylko 15% wszystkich lekarzy — bezpośredni ślad cięcia z lat 80.
- Kadra odchodzi szybciej, niż przychodzi. Dziś jedna trzecia specjalistów publicznego systemu ma 55 lat lub więcej, a 12% lekarzy przekroczyło 65.
- 1,6 mln ludzi bez lekarza rodzinnego (15% ludności, początek 2025 r.) — przy czym to problem rozkładu: 31% w regionie Lizbony wobec 3% na Północy.
- System kupuje godziny zamiast zatrudniać. Nadgodziny sięgnęły 19,8 mln godzin (2022, +51% wobec 2018), a praca lekarzy z agencji 4,7 mln godzin — 84% całej pracy agencyjnej w publicznym systemie. Rządowa agencja PlanAPP szacuje, że odejście od nadgodzin i agencji wymagałoby ok. 6100 dodatkowych etatów lekarskich — ok. 30% zasobu specjalistów.
I rzecz, która przesądza o diagnozie: Portugalia traci ludzi nie na studiach, tylko po dyplomie. W konkursie specjalizacyjnym 2025 obsadzono 1862 z 2331 miejsc; w medycynie rodzinnej 461 z 690, w internie 106 z 204. Profil OECD opisuje mechanizm bez ogródek: młodzi lekarze przechodzą do lepiej płatnej pracy agencyjnej, zanim w ogóle zaczną specjalizację. W czerwcu 2025 r. obsadzono mniej niż połowę etatów lekarza rodzinnego zaoferowanych kończącym rezydenturę.
Warto to zapamiętać przy każdej dyskusji o „nadmiarze lekarzy”: ok. 30% specjalistów portugalskiego systemu publicznego pracuje w medycynie rodzinnej — jeden z najwyższych udziałów w Europie. I to nie wystarczyło.
3. Francja: to samo cięcie, większa skala, spóźniona korekta#
Francja wprowadziła numerus clausus ustawą z 1971 r., z kwotami od 1972. Oficjalnym powodem była pojemność szkoleniowa szpitali. OECD odnotowuje jednak drugi, mniej jawny:
„Innym, mniej otwarcie deklarowanym powodem było ograniczenie istniejącej liczby lekarzy i uniknięcie dodatkowej presji na wydatki w systemie opartym na opłacie za usługę.”
W oryginale: „Another less explicit reason was to curb the existing number of doctors and avoid adding undue pressures on expenditures in a system based on fee-for-services.”
OECD, Health Workforce Policies in OECD Countries (2016), przekład własny
Czyli: liczbę kształconych lekarzy ustawiono pod kontrolę wydatków, a nie pod potrzeby zdrowotne ludności. Efekt w liczbach:
Szczyt i dno za OECD (2016): „It came down from nearly 9 000 students admitted per year in the mid-1970s to 3 500 in the 1990s” (spadł z blisko 9 000 przyjmowanych rocznie w połowie lat 70. do 3 500 w latach 90.), a od końca lat 90. do 2011 r. „the numbers went back up to 8 000” — liczby wróciły do 8 000. Wartość 3 500 dla 1992 r. i próg 7 500 w 2007 r. — Académie nationale de médecine (2014). Koniec numerus clausus w 2019 r. — Cour des comptes (2024).
Najciekawsze jest tu nie samo cięcie, lecz spóźnienie korekty. Académie nationale de médecine pisze, że pod koniec lat 80. limit powinien był zostać podniesiony — tak jak zakładano już w 1979 r. — a zrobiono to „dopiero dziesięć lat później”, dochodząc do 7 500 miejsc w 2007 r. Dziesięć lat zwłoki na decyzji, której skutek i tak przychodzi po piętnastu.
Rachunek za to płacony jest dziś i jeszcze przez dekadę. Według projekcji francuskiego urzędu statystyki zdrowia (DREES) gęstość lekarzy była w 2021 r. niższa niż w 2012 r., dołek wypada w 2028 r., a powrót do poziomu z 2021 r. — dopiero około 2035 r.
Indeks własny na podstawie DREES (2021): gęstość 318 lekarzy na 100 tys. mieszkańców w 2021 r. wobec 325 w 2012 r.; gęstość standaryzowana spada do minimum w 2028 r. (−5% wobec 2021 r.) i wraca do poziomu z 2021 r. około 2035 r. Podajemy indeks, nie wartości bezwzględne, bo DREES używa dwóch mierników (prostego i standaryzowanego wiekiem) i nie wolno ich mieszać.
I liczba, która powinna kończyć każdą dyskusję o tym, że „limit da się szybko odkręcić”: w tych samych projekcjach scenariusz zwiększenia naboru o 20% przyspiesza wyjście z dołka o około trzy lata. Nie likwiduje go — przesuwa.
Francja zniosła numerus clausus w 2019 r. Pięć lat później Cour des comptes, tamtejsza izba obrachunkowa, wystawiła rachunek nie liczbie miejsc, lecz sposobowi jej ustalania: wzrost przyjęć na medycynę „bez widocznego związku z potrzebami terytoriów”, a przede wszystkim —
„Brak na tym etapie wspólnej metodologii szacowania potrzeb zdrowotnych […] nie pozwala zagwarantować trafności obecnych celów.”
W oryginale: „L’absence à ce stade d’une méthodologie partagée sur l’estimation des besoins de santé […] ne permet pas de garantir la pertinence des objectifs actuels.”
Cour des comptes, L’accès aux études de santé („Dostęp do studiów medycznych”), grudzień 2024, przekład własny
Po pięćdziesięciu latach regulowania liczby lekarzy i pięciu latach po zniesieniu limitu Francja nadal nie ma uzgodnionej metody liczenia potrzeb zdrowotnych. To dokładnie ten sam problem, który mamy w Polsce — tylko o pół wieku starszy.
4. Polska: my ten eksperyment już przeprowadziliśmy#
I tu dochodzimy do rzeczy, która ustawia całą polską debatę na głowie. Nie stoimy przed decyzją, czy uruchomić eksperyment z cięciem naboru. Polska go już przeprowadziła — na przełomie lat 80. i 90., w skali porównywalnej z francuską — i właśnie z tego cięcia się podnosimy.
Miejsca na studiach dziennych/stacjonarnych w języku polskim. Uwaga na definicje: wartości za 1987 i 1990 r. pochodzą z relacji prasowej powołującej się na ówczesnego prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, 2003 r. dotyczy „studiów dziennych”, a od 2005 r. — stacjonarnych w języku polskim; kategorie z czterech dekad nie są idealnie tożsame, więc czytamy ten wykres jako kształt, nie jako szereg co do jednego miejsca. Punkty kontrolne zgadzają się jednak z niezależnymi źródłami: 3 589 (2015) i 5 042 (2019/20). Źródła: Rynek Zdrowia (16.09.2019) — 1987, 1990, 2003, 2009/10, 2019/20; Forum Akademickie 9/2022 — 2005, 2010, 2015, 2022; rozporządzenia MZ — 2025/26.
Skala jest tego samego rzędu co portugalska i francuska: ponad 6000 miejsc w 1987 r., ok. 3300 w 1990 r., a na dnie — w 2003 r. — 2090 miejsc na studiach dziennych. To spadek o dwie trzecie. Powód też brzmi znajomo i też nie miał nic wspólnego z potrzebami zdrowotnymi: uznano, że absolwentów jest za dużo, bo Polska kształciła ich rzekomo na potrzeby zaplecza medycznego Układu Warszawskiego — tak tłumaczył to później ówczesny prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Portugalia ma na to swoje określenie — „hiato geracional”. My możemy je policzyć wprost z rejestru Naczelnej Izby Lekarskiej. Poniżej lekarze wykonujący zawód według grup wieku, stan na 16 stycznia 2026 r., z przypisanym przybliżonym rokiem rozpoczęcia studiów:
Rejestr NIL, stan 16 I 2026 (baza danych projektu). „Start studiów” to przybliżenie: rok urodzenia powiększony o 19 lat — służy do zestawienia kohorty z polityką naboru, nie jest datą z dokumentu.
Dziura jest dokładnie tam, gdzie powinna być. Najmniej liczna grupa czynnych lekarzy to 46–50 lat — 11 607 osób, czyli rocznik, który szedł na studia w drugiej połowie lat 90., w dnie cięcia. Jest ich o 27% mniej niż lekarzy w wieku 56–60 lat (15 963), którzy zaczynali studia jeszcze przed cięciem, i o 43% mniej niż grupy 26–30 lat (20 346), która weszła na studia już po odbudowie limitów. To nie jest łagodne falowanie — to wyrwa w środku drabiny zawodowej, czyli akurat tam, gdzie system potrzebuje samodzielnych specjalistów i kierowników specjalizacji.
I rzecz, która wyklucza najwygodniejsze wytłumaczenie. Można by przypuszczać, że tych lekarzy jest mniej, bo mniej było wtedy w ogóle młodych ludzi. Jest odwrotnie: rocznik 41–45 lat to osoby urodzone ok. 1981–1985, czyli w szczycie ostatniego wyżu demograficznego — w 1983 r. urodziło się w Polsce blisko 724 tys. dzieci, najwięcej od dekad. Największe roczniki dały jedne z najmniejszych grup lekarzy. Ograniczeniem nie byli chętni, tylko liczba miejsc.
Uczciwie: cięcie limitów nie jest jedynym wyjaśnieniem tej wyrwy. Ten sam rocznik miał 20–28 lat w 2004 r., gdy otwarcie unijnego rynku pracy zbiegło się z falą wyjazdów — część tej dziury to emigracja, a nie tylko nieprzyjęci na studia. Rozdzielić tych dwóch przyczyn nie da się na publicznych danych, bo — jak pisaliśmy w analizie o wychodzeniu z zawodu — państwo nie prowadzi ewidencji tego, kto faktycznie wyjechał. Obie przyczyny prowadzą jednak do tego samego wniosku: system stracił to pokolenie i odrabia to od dwudziestu lat.
5. Trzy kraje, jedno pytanie: według czego ustawiano tę liczbę#
Zestawmy to, co da się zestawić — nie same liczby miejsc (są nieporównywalne), lecz powód decyzji i to, co po niej nastąpiło.
| Portugalia | Francja | Polska | |
|---|---|---|---|
| Ruch | 805 → 190 miejsc 1979 → 1986 | ~9 000 → 3 500 poł. lat 70. → 1992 | ponad 6 000 → 2 090 1987 → 2003 |
| Podany powód | jakość kształcenia, brak kadry dydaktycznej | pojemność szpitali; nieoficjalnie — kontrola wydatków | „nadprodukcja” absolwentów kształconych rzekomo na potrzeby Układu Warszawskiego |
| Oparte na potrzebach zdrowotnych? | nie | nie — izba obrachunkowa stwierdza brak metody do dziś | nie |
| Ile trwał powrót | 21 lat do poziomu sprzed cięcia | korekta 10 lat po terminie; dołek 2028, powrót ok. 2035 | poziom z 1987 r. odzyskany dopiero ok. 2025 — 38 lat |
| Kto zapłacił | 1,6 mln osób bez lekarza rodzinnego; praca z agencji zamiast etatów | pacjenci w „pustyniach medycznych”; gęstość spada mimo wzrostu naboru | wyrwa w kadrze: rocznik 46–50 lat o 27% mniejszy od rocznika 56–60 |
Wzór jest we wszystkich trzech krajach ten sam: liczbę kształconych lekarzy ustawiono według czegoś innego niż zdrowie ludności — raz według pojemności uczelni, raz według budżetu, raz według geopolityki — a rachunek przyszedł po kilkunastu latach i zapłacili go pacjenci. W żadnym z tych krajów limitu nie ustalała zresztą izba lekarska; robiło to państwo. Pytanie nie brzmi więc „kto ma rację”, tylko jakim kryterium wolno się przy tej liczbie posługiwać.
I stąd bierze się właściwa waga dzisiejszej propozycji. Wariant A oznaczałby zejście z 7797 do ok. 4100 miejsc — czyli mniej więcej tam, gdzie Polska była w połowie drogi w dół w latach 90. Nie rozważamy więc, czy zacząć eksperyment. Rozważamy, czy powtórzyć go po raz drugi, mając wyrwę po pierwszym wciąż w tabeli rejestru.
6. Pułapka wskaźnika: liczymy licencje, nie lekarzy przy pacjencie#
Wszystkie te prognozy — polskie, portugalskie i francuskie — stoją na wskaźniku „lekarzy na 1000 mieszkańców”. A ten wskaźnik mierzy co innego, niż się wydaje. Portugalia bywa opisywana jako kraj nadmiaru lekarzy, bo ma 5,8 na 1000. OECD sama ostrzega, żeby tego tak nie czytać:
„Portugalia pozostaje jednym z zaledwie trzech krajów UE, które nie są w stanie podać liczby lekarzy praktykujących. Nagłówkowe 5,8 licencjonowanego lekarza na 1000 mieszkańców obejmuje emerytów i inne osoby aktualnie niewykonujące zawodu, zawyżając obraz możliwości systemu”
W oryginale: „Portugal remains one of only three EU countries unable to report practising physician numbers. The headline 5.8 licensed doctors per 1 000 population counts retirees and others who are currently not practising, overstating capacity”
OECD / European Observatory, Portugal: Country Health Profile 2025, przekład własny
Gdy portugalski urząd statystyczny policzył w 2026 r. lekarzy praktykujących, wyszło ponad 46 tys. wobec ok. 64 tys. zarejestrowanych — przy ludności ok. 10,6 mln daje to ok. 4,3 na 1000, czyli równo średnią unijną (przeliczenie własne). Kraj „nadmiaru” okazał się przeciętny.
Polski wskaźnik ma dokładnie tę samą wadę — i widać ją gołym okiem, gdy zestawić szereg sprzed i po zmianie metody liczenia przez GUS:
Wskaźnik „skoczył” z 2,4 do 3,9 w dwa–trzy lata, bo GUS przeszedł na rejestry administracyjne — nie dlatego, że tylu lekarzy przybyło przy pacjencie. Danych sprzed i po zmianie nie wolno zestawiać jak jednego trendu. Szerzej: dlaczego brakuje lekarzy.
Skala rozjazdu jest w Polsce policzalna: rejestr Naczelnej Izby Lekarskiej podaje ok. 174 tys. lekarzy z prawem wykonywania zawodu i ok. 165 tys. wykonujących, a GUS — ok. 141 tys. pracujących bezpośrednio z pacjentem. To trzy różne liczby tej samej rzeczy, różniące się o ponad 30 tysięcy osób. Nadwyżki nie da się wiarygodnie policzyć w populacji, której nikt nie umie policzyć — a na tym wskaźniku opierają się wszystkie prognozy: i „2028” Porozumienia Rezydentów, i „2032” NIL, i „2034” ministerstwa.
Do tego dochodzi rozkład, którego średnia nie pokazuje. Lekarze rodzinni to w Polsce 6,7% wszystkich lekarzy wobec 19,9% średniej unijnej — jeden z najniższych udziałów w Unii. Portugalia miała pod tym względem jeden z najwyższych i to jej nie uratowało. Sama liczba nie mówi nic o dostępie.
7. Czego uczą te trzy rachunki#
Portugalia obcięła nabór w imię jakości kształcenia. Francja — w imię kontroli wydatków. Polska — w imię tego, że kształciła rzekomo dla Układu Warszawskiego. Żaden z tych powodów nie był absurdalny w swoim czasie; wszystkie były po prostu nie tym kryterium. Skutek jest w obu krajach ten sam i widać go dopiero po kilkunastu latach: nie brakuje „lekarzy w ogóle”, brakuje lekarza, do którego można się dostać — w konkretnym regionie, w konkretnej dziedzinie, w publicznym systemie.
Dlatego jedyne kryterium, które broni się przy tej decyzji, to potrzeby zdrowotne ludności: ilu ludzi, gdzie, na co choruje i jak długo czeka. Nie pojemność uczelni, nie stan budżetu, nie geopolityka i nie sytuacja dochodowa jakiejkolwiek grupy zawodowej — także wtedy, gdy akurat ta grupa ma rację co do liczb. Decyzja podjęta według innego kryterium nie wraca po roku ani po pięciu. Wraca po piętnastu i wraca jako kolejka pacjenta — a w polskim przypadku wracała trzydzieści osiem lat.
Z tego wynika prosty test dla każdej propozycji zmiany limitu — po której stronie by nie padła. Pokaż model. Jakie potrzeby zdrowotne przyjmujesz, na jakich danych, przy jakim czasie pracy lekarza, z jakim rozbiciem na regiony i dziedziny — i co się dzieje, gdy te założenia zmienić. Ministerstwo Zdrowia taki model udostępnia. Analiza, z której pochodzi liczba „4100”, nie. Dopóki tak jest, nie da się sprawdzić, czy liczba wynika z potrzeb ludzi, czy z czegoś innego — i właśnie dlatego trzeba tego wymagać, zanim ktokolwiek podejmie decyzję na piętnaście lat.
Źródła. Analiza NIL: nil.org.pl, 11.06.2024. Stanowisko i model MZ: gov.pl, 7.11.2025 oraz model popytowo-podażowy lekarzy (sprawdzony 1.09.2026). Portugalia — historia limitu: EDULOG (2018); wskaźniki, dostęp, kadry i praca agencyjna: OECD / European Observatory, Portugal: Country Health Profile 2025; konkurs specjalizacyjny 2025: Ordem dos Médicos, 30.11.2025; lekarze praktykujący wg INE: ECO, 24.07.2026. Francja: OECD (2016), Académie nationale de médecine (2014), Cour des comptes (2024), DREES (2021). Polska w porównaniu unijnym: Poland: Country Health Profile 2025. Czas od decyzji do lekarza: Zi (2024). Limity przyjęć — rozporządzenia MZ, za bazą danych projektu. Pokrewne: lejek kształcenia, dlaczego brakuje lekarzy, reglamentacja dostępu do zawodu.